Ten raj dla motyli nie był moim zamiarem. W zeszłym roku postanowiłam zostawić kilka gałązek lebiodki pospolitej ( znana jako oregano) do zakwitnięcia. Jakie było moje zdumienie, gdy w tej część ogrodu zaczęły gromadzić się wszelkie owady, między innymi różne motyle. W tym roku, ku uciesze mojej najmłodszej Córci pozostawiłam całą grządkę lebiodki z kwiatem.
Nie dość, że pięknie wygląda i pachnie, to zwabia niesamowite ilości wszelkich motyli. Radość moja jest duża, bo w zeszłym roku usiłowałam posadzić krzew budlei właśnie w celu zwabienia motyli. Nie przyjął się niestety, widać natura chciała mi wynagrodzić te starania w inny sposób :)
Lebiodka jest wdzięcznym ziółkiem w mojej kuchni, oprócz bazylii wiedzie prym. Skutecznie zdołała zdominować aromatyczny i kwitnący na niebiesko hyzop. Tylko jeszcze macierzanka nie daje się jej opanować.
W tym zakątku ogrodu rosną też kwiaty, które tu już zastałam. Ponieważ niczego nie wyrzucam, doczekałam się, że zakwitły obficiej niż zeszłego lata. Mnie osobiście bardzo się podobają, urzekły mnie swoją delikatnością, kolorem i budową. Świetnie nadają się do niezwykle modnych pastelowych bukietów. Niestety nie znam ich nazwy, tu ukłon w stronę Miłki :) która świetnie zna się na roślinach. Zechcesz pomóc w identyfikacji ? Proszę.
Może to jakaś stara odmiana floksów. Jeśli ktoś je zna, chętnie dowiem się, co to za roślina.